Rekolekcje w Janowicach Wielkich, 2007r. - I°ONŻ 

 Ostatnie pół roku przed rekolekcjami było dla mnie bardzo trudne jeśli chodzi o wiarę. W zasadzie stagnację i trudności zaczęłam dostrzegać dużo wcześniej. Mimo, że modliłam się, uczestniczyłam często we Mszy Św., byłam w oazie w środku odczuwałam duchową pustynie. Bardzo często prosiłam, żeby Pan Bóg zrosił tą pustynię deszczem swojej łaski , ale wszystko na nic.. Jednak Pan zna nasze życie i potrzeby najlepiej i w znanym sobie, najodpowiedniejszym dla nas czasie zadziała. W moim przypadku zadziałał na tych właśnie rekolekcjach w Janowicach.

Miałam silne postanowienie przeżycia tego czasu jak najlepiej , po prostu widziałam, że gdzieś w środku umieram...
Pierwsze 4 dni były bardzo ważne w przeżyciu całej oazy. Nie tylko starałam się przekazać mojej grupce, jak ważną decyzją jest przyjęcie Jezusa jako Pana i Zbawiciela  ich życia, ale przeżywałam to razem z nimi, na nowo odkryłam jak ważną decyzję podjęłam wiele lat temu! Na nowo uwierzyłam, że Bóg ma dla mnie wspaniały plan zbawienia, że ma przygotowaną niepowtarzalną drogę życia właśnie dla mnie.

Bardzo ważnym wydarzeniem było ponowienie uznania Jezusa Panem mojego życia, ponowienie decyzji, że chcę iść  drogą, którą wyznaczył mi Chrystus, bez względu jaką trzeba zapłacić cenę. .Nie chce spływać z nurtem rzeki lecz płynąć pod prąd, wbrew wszystkiemu,  mimo upadków. Chcę podjąć tą walkę kolejny raz, bo wiem, że nie jestem sama.

Podejmuję walkę o swoje życie  i świętość na nowo, bo Ty jesteś ze mną Panie!

Za to, że nie zostałam opuszczona, gdy już nie umiałam zrobić kroku do przodu, za otrzymane siły i motywacje do walki CHWAŁA PANU!
Madzia
 
Oława, rekolekcje modlitewne 2007r. 
 
Dla mnie te rekolekcje w Oławie były pewną odnową mojej duszy. Po ostatnich letnich rekolekcjach wiele się w moim życiu zmieniło lecz po kilku miesiącach stare życie powoli odzyskiwało pewne zakamarki mego serca. Moja modlitwa stała się taka... słaba. Czasem nawet motywacji mi już brakowało. Nie potrafiłem się dobrze skupić, gubiłem to co najważniejsze - Chrystusa.
Na tych rekolekcjach Bóg udzielił mi wielu łask. Wzmocnił moją wiarę, poprawił moją modlitwę. Dał mi siły do wytrwania w wierze, do świadczenia o Nim swoją postawą czy słowem. Teraz lepiej wiem, że On zawsze jest przy mnie. Jest przy każdym z nas. Wspiera nas swoim Duchem, łaską. I nigdy nas nie opuści ani w potrzebie, ani w szczęściu.
Piękna atmosfera rekolekcji jaka udzieliła się wszystkim pozwoliła mi dostrzec, że każdy we wspólnocie jest ważny. Gdy zabraknie jednego elementu - jest już całkiem inaczej. Wspólne śpiewy, pełne radości...
pełne modlitwy.

"Kocham, więc nie musze się bać..."
Łaska Boża jest wielka i za to chwała Panu!
Olek
 
 
"Kocham więc nie muszę się bać, zabierz mój strach, zabierz mój strach, zabierz mój strach..."

Słowa tej piosenki towarzyszyły mi przez tych parę dni na rekolekcjach. Nigdy nie zapomnę rozszałej bandy śpiewającej właśnie tą piosenkę, gdzie tylko się da, nawet na dworcu we Wrocławiu, w pociągu, czy autobusie. Dlaczego tyle piszę o tych ludziach..., bo doświadczyłam z ich strony prawdziwej wspólnoty, w której każdy jest inny, ma inne zachowanie, nastroje, zainteresowania. Jest jednak jedno, co ich łączy. Jedynym prawdziwym światłem w tej wspólnocie jest Jezus, ich Przyjaciel na dobre i na złe. Taki był też teamt tych rekolekcji. Jezus moim Przyjacielem. Gdy po raz pierwszy dowiedziałam się, co będzie myślą przewodnią, miałam mieszane uczucia. Pomyślałam, super znowu odgrzewanie znanych mi tematów, no nic trochę się  ponudzę... Nie wiem, wyobrażałam sobie Bóg wie co, miałam wymagania:) Jak się okazało, temat wcale nie był "odgrzany", a moje oczekiwania zostały w pełni zaspokojone. Bardzo podobała mi się konferencja o modlitwie, w której nie muszę być nie wiadomo jak idealna i najlpsza, ma to być modlitwa serca. Nie muszę się wyścigować, udoskonalać w niej, bo doskonała nigdy nie będzie... najważniejsze jest to, że modląc się, nie zaniedbuję mojego Przyjaciela, jestem z Nim, spotykam się z Nim, mówię do Niego, otwieram się na Niego. Wiem też teraz, że żadna wspólnota nie jest i nigdy nie będzie doskonała. Jesteśmy tylko ludźmi, jest w nas wiele dobra, ale też z łatwością ranimy innych. We wspólnocie nie zawsze będzie "słodko", nie zawsze będziemy się z wszystkimi dogadywać. Najważniejsze jest jednak to, żeby przetrwać to pustynię i czekać z nadzieją na deszcz. I kończąc także przytoczę tekst piosenki... "wierzę, że droga którą idę, jest Panie jedną z Twoich dróg. Zamykam oczy, żeby widzieć, otwieram serce na Twój cud".

Tak Panie,wierzę Ci...Amen:)
Milena, Brzeg Dolny
powered by 4proweb.net