Oazowa bajka
Dawno , dawno temu, w grodzie o nazwie Jelcz - Laskowice nie było oazy. Naprawdę!... Nad grodem unosiły się ciężkie opary nuuudy i ciemność zalegała nad Jelczem...
Pacholęta, rycerz i smok, czyli początki oazy
Jedynym promyczkiem w tych oparach i ciemności była schola dziecięca, do której należały m.in. Paulinka Woźny i Dorotka Furmanek. Owe pacholęta zostały zaproszone na spotkania małej grupki oazowej, która powstała Anno Domini 2000. Zaproszenie wystosował samotny rycerz zwany ks. Januszem Oleśnickim, który onegdaj pełnił funkcję wikarego na dworze parafii Św. Maksymiliana. Jako na prawdziwego rycerza przystało zaproponował owym pannom, ze podejmie o nie walkę ze straszliwym smokiem szatanem zwanym a odda je pod panowanie Prawdziwego Władcy. Rozochocone panny przyszły na pierwsze spotkanie....
Jedynym promyczkiem w tych oparach i ciemności była schola dziecięca, do której należały m.in. Paulinka Woźny i Dorotka Furmanek. Owe pacholęta zostały zaproszone na spotkania małej grupki oazowej, która powstała Anno Domini 2000. Zaproszenie wystosował samotny rycerz zwany ks. Januszem Oleśnickim, który onegdaj pełnił funkcję wikarego na dworze parafii Św. Maksymiliana. Jako na prawdziwego rycerza przystało zaproponował owym pannom, ze podejmie o nie walkę ze straszliwym smokiem szatanem zwanym a odda je pod panowanie Prawdziwego Władcy. Rozochocone panny przyszły na pierwsze spotkanie....
Przez blisko rok niezłomny rycerz ks. Janusz Oleśnicki gromadził wokół siebie kawalerów i panny, aby stworzyć grupę, która potrafiłaby przeciwstawiać się złu tego świata ale przede wszystkim szatanowi. Zgromadzenie owo rosło w siłę, lecz by mogło wpojone im wartości wdrożyć w życie, potrzebowało rekolekcji.
Pierwsza Szkoła Rycerska w grodzie Różanka
Oazowa przygoda rozpoczęła się wraz z wyjazdem do grodu zwanego Różanką. Czternastego dnia słonecznego lipca Roku Pańskiego 2001 całe jelczańskie zgromadzenie ustawiło się w cieniu drzewa naprzeciw kaplicy Pana. Z niecierpliwością oczekiwali na spóźniający się powóz, który miał ich dowieźć na miejsce. Gdy jednak w końcu ujrzeli upragniony widok, serca zaczęły bić im w piersiach jak oszalałe. Ucieszeni zapakowali swoje tobołki i ruszyli w drogę, ku nieznanemu. Podczas podróży mieli okazję poznać Zgromadzenie Oleśnickie, któremu przewodniczył dzielny i stanowczy ks. Radek Stala.
Po wyczerpującej podróży znużeni i zmęczeni wędrowcy dotarli na miejsce. Malownicze krajobrazy od razu zachwyciły przybyłych gości. Miejscowość owa była niczym oaza spokoju. Tubylcy mieszkający w niej byli przyjaźnie nastawieni do obcych i każdego witali ciepłym uśmiechem, co dodawało przybyłym ochoty do nauki w walce ze Straszliwym Smokiem. Opiekunowie zgromadzeń zatem od razu przystąpili do boju. Zorganizowali uroczysty apel, podczas którego podzielili panny i młodzieńców na grupy, którymi mieli się opiekować wcześniej przygotowani do tego zadania animatorzy...
I w ten sposób rozpoczęła się ich życiowa przygoda...
Każdy dzień wojownicy przeżywali jako kolejną tajemnicę różańca. Codziennie zapoznawali się z nowym cytatem z Pisma Świętego, który miał być dla nich wskazówką do postępowania w życiu i tarczą ochronną w nagłych wypadkach. Każdy uczestnik owych rekolekcji otrzymał pergamin, w którym zapisywał swoje refleksje i spostrzeżenia niezbędne do wewnętrznej przemiany. Zwierzchnicy oazy, czyli ks. Janusz Oleśnicki i ks. Radek Stala doskonale zdawali sobie sprawę z tego, że aby utrzymać ład i porządek należy ustalić grafik. I tak też się stało. Każdego dnia młodzi wojownicy pełnili przydzielone im obowiązki, nad którymi piecze sprawowali animatorzy. W przemianie duchowej i wzmacnianiu Ducha ogromną rolę odegrały spotkania w małych grupkach, podczas których kandydaci na Prawdziwych Rycerzy Prawdziwego Władcy zmagali się z różnymi problemami. Każdego wieczoru, gdy księżyc był już tak wysoko, że oświetlał całą najbliższą okolicę, a gwiazdy na niebie mu wtórowały, połączone ze sobą Zgromadzenia jelczańskie i oleśnickie gromadziły się w świątyni Pana, gdzie odbywały się wspólne celebracje. Wspólne śpiewy i modlitwy sprawiały, że nikły różnice między Zgromadzeniami i wszyscy stawali się jednością. Te chwile dawały im pewność, że nie są sami i opuszczeni, że są ze sobą, by wzajemnie dodawać sobie otuchy i sił, gdyż właściwie podążali tą samą, nieznaną ciężką i walczyli w tej samej sprawie.... chcieli stać się doskonalszymi obrońcami... Boga. Czas pobytu w grodzie zwanym Różanką mijał żwawo. Wojownicy rośli w siłę i wielkimi krokami zmierzali do rozpoczęcia wielkiej walki, do zmierzenia się z rzeczywistością codzienności. Po piętnastu dniach karkołomnych przygotowań i wskazówek czekała ich największa próba, próba w której nikt nie mógł im już pomóc, gdyż siła, która miała być ich tarczą tkwiła w nich samych, tkwiła w ich sercach...
Po wyczerpującej podróży znużeni i zmęczeni wędrowcy dotarli na miejsce. Malownicze krajobrazy od razu zachwyciły przybyłych gości. Miejscowość owa była niczym oaza spokoju. Tubylcy mieszkający w niej byli przyjaźnie nastawieni do obcych i każdego witali ciepłym uśmiechem, co dodawało przybyłym ochoty do nauki w walce ze Straszliwym Smokiem. Opiekunowie zgromadzeń zatem od razu przystąpili do boju. Zorganizowali uroczysty apel, podczas którego podzielili panny i młodzieńców na grupy, którymi mieli się opiekować wcześniej przygotowani do tego zadania animatorzy...
I w ten sposób rozpoczęła się ich życiowa przygoda...
Każdy dzień wojownicy przeżywali jako kolejną tajemnicę różańca. Codziennie zapoznawali się z nowym cytatem z Pisma Świętego, który miał być dla nich wskazówką do postępowania w życiu i tarczą ochronną w nagłych wypadkach. Każdy uczestnik owych rekolekcji otrzymał pergamin, w którym zapisywał swoje refleksje i spostrzeżenia niezbędne do wewnętrznej przemiany. Zwierzchnicy oazy, czyli ks. Janusz Oleśnicki i ks. Radek Stala doskonale zdawali sobie sprawę z tego, że aby utrzymać ład i porządek należy ustalić grafik. I tak też się stało. Każdego dnia młodzi wojownicy pełnili przydzielone im obowiązki, nad którymi piecze sprawowali animatorzy. W przemianie duchowej i wzmacnianiu Ducha ogromną rolę odegrały spotkania w małych grupkach, podczas których kandydaci na Prawdziwych Rycerzy Prawdziwego Władcy zmagali się z różnymi problemami. Każdego wieczoru, gdy księżyc był już tak wysoko, że oświetlał całą najbliższą okolicę, a gwiazdy na niebie mu wtórowały, połączone ze sobą Zgromadzenia jelczańskie i oleśnickie gromadziły się w świątyni Pana, gdzie odbywały się wspólne celebracje. Wspólne śpiewy i modlitwy sprawiały, że nikły różnice między Zgromadzeniami i wszyscy stawali się jednością. Te chwile dawały im pewność, że nie są sami i opuszczeni, że są ze sobą, by wzajemnie dodawać sobie otuchy i sił, gdyż właściwie podążali tą samą, nieznaną ciężką i walczyli w tej samej sprawie.... chcieli stać się doskonalszymi obrońcami... Boga. Czas pobytu w grodzie zwanym Różanką mijał żwawo. Wojownicy rośli w siłę i wielkimi krokami zmierzali do rozpoczęcia wielkiej walki, do zmierzenia się z rzeczywistością codzienności. Po piętnastu dniach karkołomnych przygotowań i wskazówek czekała ich największa próba, próba w której nikt nie mógł im już pomóc, gdyż siła, która miała być ich tarczą tkwiła w nich samych, tkwiła w ich sercach...
Starcia ze Smokiem i... codziennością
Powrót do szarego i ponurego grodu laskowickiego okazał się dla Wojowników o wiele trudniejszy niz mogli to sobie wyobrazić. Mimo, że ich serca przepełnione były siłą Ducha Świętego i chęcią walki z pokusami, jakie zsyłał na nich Smok, członkowie Zgromadzenia musieli cała swoją nabytą wiedzę na temat Prawdziwego Władcy i miłość do Niego przekazać innym ludziom. Każdego dnia starali się pokazać swoim zachowaniem, że można żyć w zgodzie ze swoimi przekonaniami, z miłością Boga i w pełni cieszyć się ziemską egzystencją. Niezłomny rycerz ks. Janusz Oleśnicki dosknale wiedział, że wiara krzewiąca sie w sercach Wojowników musiała być stale odnawiana. Z tego też powodu zorganizował dla nich cotygodniowe spotkania, podczas których wspólnie się modlili o łaski Boga i Jego opiekę. Spotkania te krzepiły nie tylko ducha kandydatów na Prawdziwych Rycerzy ale też ich ciała.
Powrót do szarego i ponurego grodu laskowickiego okazał się dla Wojowników o wiele trudniejszy niz mogli to sobie wyobrazić. Mimo, że ich serca przepełnione były siłą Ducha Świętego i chęcią walki z pokusami, jakie zsyłał na nich Smok, członkowie Zgromadzenia musieli cała swoją nabytą wiedzę na temat Prawdziwego Władcy i miłość do Niego przekazać innym ludziom. Każdego dnia starali się pokazać swoim zachowaniem, że można żyć w zgodzie ze swoimi przekonaniami, z miłością Boga i w pełni cieszyć się ziemską egzystencją. Niezłomny rycerz ks. Janusz Oleśnicki dosknale wiedział, że wiara krzewiąca sie w sercach Wojowników musiała być stale odnawiana. Z tego też powodu zorganizował dla nich cotygodniowe spotkania, podczas których wspólnie się modlili o łaski Boga i Jego opiekę. Spotkania te krzepiły nie tylko ducha kandydatów na Prawdziwych Rycerzy ale też ich ciała.
Zaręczyny białogłów z Oblubieńcem
Po kolejnym roku trwania przy Panu, dla najstarszej grupy białogłowych ze Zgromadzenia nadszedł jeden z kluczowych momentów w ich zyciu. Przyszedł bowiem czas by przyjąć Jezusa jako swojego Pana i Zbawiciela. Jak przystało na Opiekuna Zgromadzenmia, pewnego słonecznego dnia ks. Janusz zgromadził na łące w pobliżu kaplicy Pana owe młódki. Dzień ten był dniem pełnym magii... Wietrzyk lekkim powiewem muskał twarzyczki dziewcząt, a trzciny kołysały się w tą samą stronę, jakby w takt najpiękniejszej muzyki. Warunki te sprawiały, że białogłowe czuły bliskość Jezusa każdą częścią swojego ciała, ale przede wszystkim sercem. Każda z nich tego dnia przyjęła Pana i mimo, że każda przeżyła to w inny sposób, to połączył je ten sam Syn Boży.
Po kolejnym roku trwania przy Panu, dla najstarszej grupy białogłowych ze Zgromadzenia nadszedł jeden z kluczowych momentów w ich zyciu. Przyszedł bowiem czas by przyjąć Jezusa jako swojego Pana i Zbawiciela. Jak przystało na Opiekuna Zgromadzenmia, pewnego słonecznego dnia ks. Janusz zgromadził na łące w pobliżu kaplicy Pana owe młódki. Dzień ten był dniem pełnym magii... Wietrzyk lekkim powiewem muskał twarzyczki dziewcząt, a trzciny kołysały się w tą samą stronę, jakby w takt najpiękniejszej muzyki. Warunki te sprawiały, że białogłowe czuły bliskość Jezusa każdą częścią swojego ciała, ale przede wszystkim sercem. Każda z nich tego dnia przyjęła Pana i mimo, że każda przeżyła to w inny sposób, to połączył je ten sam Syn Boży.
To niebywałe wydarzenie miało już na zawsze pozostawić ślad wielkiej miłości jaką obdarzył ich Prawdziwy Władca.
