Świadectwo życia
Maturę mam już za sobą, zdałam ją rok temu. W szkole średniej miałam różne zainteresowania. Chętnie uczyłam się biologii. Fascynował mnie człowiek, jego biologia, ale także ta druga część człowieka: jego dusza, wnętrze to że cierpi, że czuje. Można powiedzieć ze zaczęłam interesować się psychologią. W liceum nigdy nie miałam problemów z nauką, zawiązywałam nowe znajomości, przyjaźnie i tak zbliżał się czas kiedy trzeba było się zdecydować co chce się dalej robić w swoim życiu. Chciałam pójść na studia i zaczęłam się zastanawiać jakie powinnam wybrać. Okazało się, że nie wiem tak naprawdę co chciałabym w życiu robić, nie wiedziałam też gdzie Pan Bóg chce mnie w tym świecie, jaki zawód, jakie powołanie. Na ostatnich rekolekcjach przed maturą starałam się rozpoznawać wolę Bożą, modliłam się o dar rozeznania zresztą nie sama, wiem, że inni też prosili o to Boga dla mnie. Razem z tym zainteresowaniem człowiekiem była we mnie taka chęć do pomagania chorym ludziom. Pomyślałam o studiach które umożliwiłyby mi pracę z chorymi. Pytałam się Boga czy dobrze decyduję, ale nie umiałam Go usłyszeć. Starałam się poznać Jego wolę dla mnie, ale źle postępowałam. Mój błąd polegał na tym, że podejmowałam decyzje wyłącznie pod wpływem tego co czułam w danej chwili. I tak miotałam się, nie mogłam do końca zdecydować na jakie studia chciałabym pójść! Jednak było we mnie coś takiego, że oddałam swoje Życie Bogu, zrobiłam to na swój sposób i Bóg wiedział, że może ze mną zrobić co pragnie bo to też jest i moja wolą! Często powtarzałam Mu na modlitwie: poślij mnie Panie gdzie chcesz, wiem, że przeznaczyłeś jakąś drogę dla mnie, widzisz jaka jestem słaba, niezdecydowana, nie umiem podjąć decyzji gdzie iść, co jest moim powołaniem Panie... weź moje życie w swoje dłonie i kształtuj je Sam, choćby mnie to wiele kosztowało wysiłku. W maju przystąpiłam do matury, później były wyniki, egzaminy wstępne na studia, złożyłam podanie na kierunek związany z biologią, ale złożyłam też podanie o przyjęcie na teologię świecką.

Później nadszedł moment, że trzeba było wybrać któryś z tych dwóch kierunków studiów i bez przemodlenia tego wybrałam wstepnie tę biologię. Był jeszcze jednak czas i miałam tydzień na ewentualną zmianę. Ten tydzień był dla mnie rekolekcjami, męczyłam się wewnętrznie, te studia biologii nie dawały mi pokoju w sercu, czułam ogromne rozgoryczenie, czułam się jak małe dziecko które się zgubiło, nie mogło się odnaleźć w jakimś wielkim zamieszaniu ze strony świata. Rozmawiałam z Jezusem, pytałam i prosiłam żeby mnie pokierował bo ja sama decyzji nie umiem podjąć. Przez cały tydzień każdego dnia przechodziłam przemianę, Bóg zmieniał moje serce i mówiło mi coś aby wybrać teologię-to mówił On. Dawał znaki, natchnienia, silne natchnienia do tego, że to jednak ma być teologia. Wiem, że kierowana Nim poszłam, pamiętam był to piątek na wydział teologii, złożyłam potrzebne dokumenty, wybrałam teologię, mogę powiedzieć, że nie wybrałam jej sama, byłam za słaba na podjęcie tak ważnej decyzji, Bóg mnie przeprowadził przez ten trudny czas decyzji w moim życiu. Teraz jestem już prawie po I roku studiów, wracały myśli przez ten czas czy dobrze idę, ale pytałam Boga. Teraz czuję pokój w sercu, radość, interesuje mnie to czego się uczę, bardzo lubię swoje studia. Bóg mi pokazuje, że to jest moja droga. Dlatego nie zrezygnuję. Zostanę wierna Panu bo obecnie odczuwam, że rzeczywiście realizuję się, On mnie tam chce. Czego jeszcze zażąda ode mnie Bóg nie wiem, ale proszę o Jego wolę w moim życiu i będę starać się iść nią. Poprzez to doświadczenie chyba pierwszy raz zauważyłam jak bardzo jestem słaba, człowiek może być zdany jedynie na Boga "...kto szuka znajduje..." Mt 7,8
Ania Jędrzejska
Ostatnia aktualizacja: 13 maja 2006
powered by 4proweb.net