Pielgrzymka Ojca Świętego Benedykta XVI do Polski
25 - 28 maja 2006
25 - 28 maja 2006
Możliwość wyjazdu do Krakowa na spotkanie z Papieżem Benedyktem XVI była ogromnym darem. Tłumy młodych, którzy razem radośnie śpiewają i krzyczą, oddając cześć Panu. Ludzie, których łączy to samo - ogromna miłość, pomimo problemów, które każdy z nas spotyka na swojej drodze, nie poddają się, chcą pielgrzymować razem. Bardzo potrzebowałam ich świadectwa :). Atmosfery tam panującej nie da się opisać :). Papież na początku przemówienia powiedział: "Gdzie dwaj albo trzej zgromadzeni są w imię Jezusa, tam On jest pośród nich (por. Mt 18, 20). A was jest tutaj więcej." Obecność i działalność Chrystusa wśród tych ludzi była bardzo silna. Poruszyło mnie całe przemówienie Ojca Świętego, które mówiło o budowaniu życia na Skale, którą jest Chrystus. "Chrystus nie obiecuje, że na budowany dom nie spadnie ulewny deszcz, nie obiecuje, że wzburzona fala ominie to, co nam najdroższe, nie obiecuje, że gwałtowne wichry oszczędzą to, co budowaliśmy nieraz kosztem wielkich wyrzeczeń." Jezus nie obiecuje nam, że będzie łatwiej, kiedy będziemy przy Nim trwać, a wręcz coraz to nowe trudności będziemy napotykać podczas naszej drogi, nieraz nasze pragnienia, plany legną w gruzach, ale musimy ufać Jemu, który jest fundamentem tego wszystkiego, tego fundamentu nic nie może zniszczyć. Dużo będzie wymagać to wysiłku, ale moje życie chcę budować właśnie na tej Skale, rozpocząć na nowo, na właściwym fundamencie, odrzucając lęk.
Jesus Christ You are my life!!! Alleluja!!!
Jesus Christ You are my life!!! Alleluja!!!
Agnieszka
Pielgrzymka naszego, tak właśnie naszego! , papieża Benedykta XVI do Polski to ogromny dar. Ogromnym darem, mogę bez wahania powiedzieć, było uczestnictwo w spotkaniu z Ojcem Świętym na Błoniach Krakowskich. To, co już Agnieszka napisała, czyli wspaniała atmosfera, jedność młodych ludzi przyjeżdżających z odległych miejsc, aby słuchać słów Piotra naszych czasów, to przeżycie nie do opisania!! Jednak najważniejsze tak naprawdę jest to, ile ja wyniosę z tego spotkania osobiście. Mnie uderzyły słowa: "Być mądrym, to wiedzieć, że trwałość domu, zależy od wyboru fundamentu. Nie lękajcie się być mądrzy, to znaczy nie lękajcie się budować na skale!" Ojciec Święty niejednokrotnie przypominał, że tą skałą jest Chrystus, że jedynym pewnym fundamentem naszego życia jest Pan. To tak naprawdę jest mądrość, bo można zdobyć ogromną wiedzę, uznanie wśród ludzi a być głupim! Nieraz jak ślepcy szukamy życiowej mądrości, a przez całe życie jej nie znajdujemy, bo nie szukamy tego, czego powinniśmy. Mądrość rozumiana w świetle Pisma Świętego wymaga. Człowiek boi się takiej mądrości, która wymaga poświęcenia, rezygnacji z siebie. Jednak papież powiedział: Nie lękajcie się!! Nie lękajmy się więc szukać Bożej mądrości, tego, aby nasze życie zbudować na Chrystusie.
Magda J.
Rozważania z pielgrzymki
28 maja 2006
"Nie lękajcie się budować waszego życia w Kościele i z Kościołem! Bądźcie dumni z miłości do Piotra i do Kościoła, który został mu powierzony! Nie dajcie się zwieść tym, którzy chcą przeciwstawić Chrystusa Kościołowi! Jedna jest skała, na której warto budować dom. Tą skałą jest Chrystus!" - powiedział Benedykt XVI na Błoniach.
Jakże to współbrzmi z naszym spojrzeniem na Kościół! Ruch właśnie tego nas uczy. KOŚCIÓŁ jest dla nas wspólnotą pielgrzymującego ludu Bożego, zjednoczona z Ojcem przez Syna w Duchu Świętym, jest jedynym środowiskiem życia, w którym może rozwijać się Nowy Człowiek. "Chcę wrastać coraz głębiej w tę braterską wspólnotę poprzez żywą komórkę grupy w ramach Kościoła lokalnego, który jest znakiem i urzeczywistnieniem Kościoła powszechnego" - czytamy w materiałach Ruchu. Nie ma tej dychotomii: Chrystus czy Kościół? Chrystus żyje w Kościele. On jest jego Głową - my zaś członkami. To tutaj doświadczamy Jego obecności. To we wspólnocie Kościoła otrzymujemy sakramenty - widzialne znaki Jego obecności. To we wspólnocie Kościoła doświadczamy przemieniającego nasze życie działania Chrystusa.
Tak rozumiemy Kościół i tak staramy się go przeżywać... To właśnie jest ŻYWY KOŚCIÓŁ, który staramy się tworzyć.
To właśnie dostrzegał Sługa Boży Jan Paweł Wielki w naszym Ruchu. powiedział kiedyś: "Pieśń miłości do Kościoła, do winnicy, którą śpiewa Pan Jezus, jest to zarazem pieśń miłości do każdego człowieka – bez wyjątku. Myślę, że ta pieśń rozbrzmiewa w sposób szczególny w młodych duszach (...). Dlatego też starajcie się zrozumieć ten śpiew. Zrozumieć (...) ogromną wartość swojego człowieczeństwa, swojej duszy nieśmiertelnej, swojej dziewczęcej i chłopięcej godności, swojego życiowego powołania. Niech to co czynicie, cała wasza praca wewnętrzna na oazach i w parafiach temu dopomaga. Odnowa Kościoła nie dokona się bez odnowy człowieka. Człowiek musi na nowo głębiej zrozumieć kim jest. Kim jest w oczach Boga, jakie jest jego powołanie. I to zrozumienie to jest właśnie fundament odnowy Kościoła."
Może powiesz: mam wiele zarzutów wobec Kościoła, mam wiele zarzutów wobec moje parafii, mam wiele zarzutów wobec mojej wspólnoty, grupy. Ale to jest MÓJ Kościół, MOJA parafia, MOJA wspólnota, MOJA grupa. Chcę w nią wrastać i brać za nią odpowiedzialność. Nie jesteśmy wspólnotą chodzących ideałów. Jesteśmy wspólnotą odkupionych przez Krew Chrystusa grzeszników, którzy starają się nie zmarnować Jego Ofiary. To jest właśnie charyzmat Żywego Kościoła, o którym pouczał nas nasz założyciel Sługa Boży Ks. Fr. Blachnicki. Zapisał w swoim dzienniku duszy pod datą 25 lipca 1985 r.: "Oddaję życie za Kościół i jego odnowę w Europie".
Oddaję...
Co jestem w stanie oddać a co staram się zachować dla siebie? Jak wielka... jak mała jest moja miłość Chrystusa żyjącego w Kościele?
"Jedna jest skała, na której warto budować dom. Tą skałą jest Chrystus!"
Jakże to współbrzmi z naszym spojrzeniem na Kościół! Ruch właśnie tego nas uczy. KOŚCIÓŁ jest dla nas wspólnotą pielgrzymującego ludu Bożego, zjednoczona z Ojcem przez Syna w Duchu Świętym, jest jedynym środowiskiem życia, w którym może rozwijać się Nowy Człowiek. "Chcę wrastać coraz głębiej w tę braterską wspólnotę poprzez żywą komórkę grupy w ramach Kościoła lokalnego, który jest znakiem i urzeczywistnieniem Kościoła powszechnego" - czytamy w materiałach Ruchu. Nie ma tej dychotomii: Chrystus czy Kościół? Chrystus żyje w Kościele. On jest jego Głową - my zaś członkami. To tutaj doświadczamy Jego obecności. To we wspólnocie Kościoła otrzymujemy sakramenty - widzialne znaki Jego obecności. To we wspólnocie Kościoła doświadczamy przemieniającego nasze życie działania Chrystusa.
Tak rozumiemy Kościół i tak staramy się go przeżywać... To właśnie jest ŻYWY KOŚCIÓŁ, który staramy się tworzyć.
To właśnie dostrzegał Sługa Boży Jan Paweł Wielki w naszym Ruchu. powiedział kiedyś: "Pieśń miłości do Kościoła, do winnicy, którą śpiewa Pan Jezus, jest to zarazem pieśń miłości do każdego człowieka – bez wyjątku. Myślę, że ta pieśń rozbrzmiewa w sposób szczególny w młodych duszach (...). Dlatego też starajcie się zrozumieć ten śpiew. Zrozumieć (...) ogromną wartość swojego człowieczeństwa, swojej duszy nieśmiertelnej, swojej dziewczęcej i chłopięcej godności, swojego życiowego powołania. Niech to co czynicie, cała wasza praca wewnętrzna na oazach i w parafiach temu dopomaga. Odnowa Kościoła nie dokona się bez odnowy człowieka. Człowiek musi na nowo głębiej zrozumieć kim jest. Kim jest w oczach Boga, jakie jest jego powołanie. I to zrozumienie to jest właśnie fundament odnowy Kościoła."
Może powiesz: mam wiele zarzutów wobec Kościoła, mam wiele zarzutów wobec moje parafii, mam wiele zarzutów wobec mojej wspólnoty, grupy. Ale to jest MÓJ Kościół, MOJA parafia, MOJA wspólnota, MOJA grupa. Chcę w nią wrastać i brać za nią odpowiedzialność. Nie jesteśmy wspólnotą chodzących ideałów. Jesteśmy wspólnotą odkupionych przez Krew Chrystusa grzeszników, którzy starają się nie zmarnować Jego Ofiary. To jest właśnie charyzmat Żywego Kościoła, o którym pouczał nas nasz założyciel Sługa Boży Ks. Fr. Blachnicki. Zapisał w swoim dzienniku duszy pod datą 25 lipca 1985 r.: "Oddaję życie za Kościół i jego odnowę w Europie".
Oddaję...
Co jestem w stanie oddać a co staram się zachować dla siebie? Jak wielka... jak mała jest moja miłość Chrystusa żyjącego w Kościele?
"Jedna jest skała, na której warto budować dom. Tą skałą jest Chrystus!"
26 maja 2006
Na Jasnej Górze papież Benedykt XVI powiedział: "Wiara jest obecna nie tylko w nastrojach i przeżyciach religijnych, ale przede wszystkim w myśleniu i w działaniu, w codziennej pracy, wzmaganiu się ze sobą, w życiu wspólnotowym i w apostolstwie, ponieważ sprawia ona, że nasze życie jest przeniknięte mocą samego Boga. Wiara może zawsze doprowadzić nas na nowo do Boga, nawet, gdy wyrządza nam krzywdę nasz własny grzech" To ostatnie zdanie jest bardzo ważne. Jak często pod wpływem grzechu mówimy, że to nie ma sensu. A alternatywą jest właśnie bezsens niewiary. Nieraz wydaje się nam, że tracimy grunt pod nogami. Wikłamy się w grzech idąc na małe lub duże ustępstwa ze złem. Coraz bardziej tracimy gorliwość i zachwyt Bogiem. Coś nas od Niego wtedy odsuwa... Tylko wiara konsekwentna realizująca się w konkretnym działaniu "w zmaganiu się ze sobą, w życiu wspólnotowym i w apostolstwie" sprawia, że nabieramy Bożej mocy. Wiara to nie tylko uniesienie na modlitwie i fascynacja wspólnotą. Wiara to też konkretne działanie...
26 maja 2006
"Wiara polega na głębokiej, osobistej relacji z Chrystusem, relacji opartej na miłości Tego, który nas pierwszy umiłował, aż do całkowitej ofiary z siebie", powiedział Benedykt XVI w homilii podczas mszy św. w Warszawie, "Wiara nie oznacza jedynie przyjęcia określonego zbioru prawd dotyczących tajemnic Boga, człowieka, życia i śmierci oraz rzeczy przyszłych"
Dla nas oazowiczów to oczywiste. Sami tego doświadczamy na co dzień a szczególnie na rekolekcjach, które są dla nas czasem szczególnego związania się z Chrystusem. Warto jednak sobie zadać pytanie: jak głęboka jest moja relacja z Chrystusem? Czy zbyt często nie jest tak, że na rekolekcjach deklarujemy swoją miłość do Boga, a po jakimś czasie rozmieniamy tę miłość na drobne za pomocą małych ustępstw i umizgów w stronę świata? Co mogę zrobić aby ta osobista głęboka relacja nie wyblakła po przyjeździe z oazy? Regularna spowiedź? Aktywne uczestnictwo w małej grupie? Służba na rzecz wspólnoty? Regularny namiot spotkania? Życie w stanie łaski uświęcającej? Głębokie zaangażowanie w liturgię? Korzystanie z darów Ducha Świętego?
To wszystko pogłębia moją więź z Chrystusem. Warto wrócić do rekolekcyjnej gorliwości i wykorzystywać zapał. Nie załamuj się, jeśli masz teraz kryzys. Papież mówi: "ufać Mu również w godzinie próby, podążać za Nim także drogą krzyżową, w nadziei, że niebawem nadejdzie poranek zmartwychwstania".
Dla nas oazowiczów to oczywiste. Sami tego doświadczamy na co dzień a szczególnie na rekolekcjach, które są dla nas czasem szczególnego związania się z Chrystusem. Warto jednak sobie zadać pytanie: jak głęboka jest moja relacja z Chrystusem? Czy zbyt często nie jest tak, że na rekolekcjach deklarujemy swoją miłość do Boga, a po jakimś czasie rozmieniamy tę miłość na drobne za pomocą małych ustępstw i umizgów w stronę świata? Co mogę zrobić aby ta osobista głęboka relacja nie wyblakła po przyjeździe z oazy? Regularna spowiedź? Aktywne uczestnictwo w małej grupie? Służba na rzecz wspólnoty? Regularny namiot spotkania? Życie w stanie łaski uświęcającej? Głębokie zaangażowanie w liturgię? Korzystanie z darów Ducha Świętego?
To wszystko pogłębia moją więź z Chrystusem. Warto wrócić do rekolekcyjnej gorliwości i wykorzystywać zapał. Nie załamuj się, jeśli masz teraz kryzys. Papież mówi: "ufać Mu również w godzinie próby, podążać za Nim także drogą krzyżową, w nadziei, że niebawem nadejdzie poranek zmartwychwstania".
Ostatnia aktualizacja: 12 czerwca 2006
